Dzień 14 lutego w tradycji starorzymskiej obchodzony był ku czci Junony, bogini odpowiedzialnej za opiekę nad macierzyństwem, udanym pożyciem seksualnym oraz szczęśliwym małżeństwem. Współczesne święto zakochanych przypadające na ten dzień w roku, zawdzięcza swą nazwę żyjącemu w III wieku, duchownemu Św. Walentemu. Prawdziwa miłość, którą darzył swoją ukochaną sprawiła, że jego niewidoma narzeczona w magiczny sposób odzyskała wzrok...

Obecnie Walentynki obchodzone są w większości krajów na świecie i swą romantyczną tematyką nie odbiegają od historycznych pierwowzorów. Jest to dzień, w którym szczęśliwie zakochani mogą radośnie celebrować swą miłość i oddanie drugiej połówce. Natomiast Ci, którym brakuje (przede wszystkim) odwagi w wyznawaniu uczuć, mogą w końcu zamanifestować swą głeboko skrywaną sympatię, ośmieleni ogólną atmosferą miłości, podgrzewaną niezliczoną ilością czerwonych serduszek w otoczeniu.

Krytycy Walentynek uważają, że święto te, w dobie galopującego konsumpcjonizmu, zostało obdarte z intymnego i prywantego charakteru i czasem trudno temu zaprzeczyć. Kampania pluszowych misiów, pięknych kartek z wyznaniem miłości i przede wszystkim reklam ofert skierowanych do zakochanych zaczyna się już na dobry miesiąc przed faktycznym dniem obchodów i niejednego zakochanego może przyprawić o ból głowy, zdezorientowanie oraz zniechęcenie.

Jak najlepiej spędzić ten dzień, co zaoferować swojej drugiej połówce, jak pokazać, że naprawdę nam zależy oraz wykazać się pomysłowością?

To tylko nieliczne pytania, które mogą kłębić się w głowie zakochanych planujących obchodzić Walentynki. Jeśli owa para należy do gatunku stosunkowo świeżo trafionej przez strzałę Amora, problem wydaje się (o dziwo!) mniej poważny.

Gorzej, jeśli weźmiemy pod lupę zakochanych z dość długim stażem, którym walentynkowe pomysły mogły wyczerpać się w latach poprzednich, a do wspólnego pożycia wdarła się nawet mała rutyna. Biorąc pod uwagę ilość okazji w roku do wspólnego świętowania i obdarowywania się prezentami (urodziny, imieniny, Boże Narodzenie, rocznice itp.), dość trudno jest nieustannie zaskakiwać pomysłowością, dodatkowo gdy ma się jakikolwiek limit pieniężny. Kupno portfela, biżuterii, bielizny, gadżetu elektronicznego, ramki na zdjęcia, perfum i tak dalej, wydaje się zupełnie nietrafionym zakupem bez polotu. Wspólne kolacje, wyjście do kina, gokarty, łyżwy, wystawa, park również nie robią wrażenia, a przecież siedzenie w domu do specjalnych atrakcji nie należy.

I w tym momencie zaczyna się problem, szczególnie jeśli tylko jedna osoba w związku przejawia zauważalną chęć obchodzenia Walentynek. Obojętny partner staje się ofiarą zrzędzenia, ogólnych pretensji i zarzutów na polu emocjonalnym. “Czy Ty już mnie nie kochasz, jak kiedyś?”, “Nie zależy Ci na mnie!”, “Zapomniałeś(aś) jak się o mnie starać, jestem Ci obojętny(a)”. Dyskusja nierzadko przeradza się w kłótnię, a romantyczna atmosfera związana ze świętem zakochanych, pryska jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dylemat jak spędzić Walentynki, pod wpływem emocji i wzajemnych żalów przeistacza się w katastrofę dużego kalibru, po której obie strony nie mają najmniejszej ochoty na miłosne uniesienia.

Wyżej opisana sytuacja, to oczywiście tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy, które mogą służyć za potwierdzenie absurdalności obchodzenia Walentynek (ku uciesze singli oraz zatwardziałych krytyków tego święta). Przecież szczęśliwi zakochani nie muszą na siłę demonstrować swoich uczuć 14 lutego, a to właśnie konsekwentna rutyna 'nudnych' zajęć takich jak wspólna kolacja, oglądanie filmu itp., może świadczyć o sile uczucia partnerów, gdyż ich przywiązanie do siebie i miłość rośnie proporcjonalnie do długości bycia w związku i poprzez codzienne sytuacje.

Na pocieszenie tym parom, które przedstawioną sytuację znają z autopsji, można powiedzieć, że i w tym przypadku magia Walentynek potrafi zadziałać zbawiennie na związek, gdyż to szczera rozmowa o własnych obawach, uczuciach oraz oczekiwaniach sprawia, że miłość jest w stanie prawidłowo funkcjonować.

PaulinaW

tagi: publicystyka